sobota, 15 grudnia 2012

Ja też mam swe zdanie..


Jak już wcześniej nadmieniłem, niektóre moje wpisy będą mogły zostać odebrane jako "opluwanie jadem" pewnych grup społecznych, tudzież bezpodstawne wyżalenie lub moralizowanie. Oto właśnie jedno z takich "kontrowersyjnych"  przemyśleń. Cóż - pomimo poczucia braku akceptacji ja też nie akceptuje w głębi siebie pewnych bardzo niestety "modnych" dziś zachowań.

Jedno z takich zachowań, jest czymś tak modnym wśród młodych ludzi dziś, że wręcz zaryzykowałbym że co druga osoba je uskutecznia, lub przynajmniej pochwala i toleruje. To o czym mówię, ciężko opisać jednoznacznie, czy też nazwać jednym słowem, zdaniem... Mam tu na myśli fakt, iż życie dziś staję się bardzo "miałkie", wyprane z pewnych wartości, bardzo konsumpcyjne, kierowane nieskomplikowanym schematycznym działaniem, - żeby nie powiedzieć... proste.

Sztuka niska, sztuka wysoka... a może brak sztuki?


Gust muzyczny jest czymś, na co każdy ma swój indywidualny pogląd - jak najbardziej. Niestety dziś chyba jest trochę inaczej. Większość młodych ludzi słucha - nazwijmy to "popularnych gatunków muzyki", zaliczmy do nich szeroko pojęty POP, Rap, Hip Hop, Muzykę klubową (na to złoży się kilka gatunków, ale myślę że każdy wie o co chodzi.) Problem zaczyna się wtedy, gdy ludzie zaczynają przesiąkać brakiem szacunku, czy też brakiem akceptacji dla odmiennych gustów i nabierać swojego rodzaju "poczucia wyższości" swojego gatunku sztuki nad innym. Doświadczam tego bardzo często - wszak (niestety?) mój gust muzyczny jest diametralnie inny od tego, co toleruję większość osób, czasem się tylko pokrywa (sprostowując od razu - nie mam w żadnym wypadku na myśli że jest on w jakikolwiek sposób "lepszy" od gustu innych - nie, chodzi o to, że jednak nie da się ukryć że jest niekonwencjonalny) się z innymi. Osobiście wiele razy doznałem braku poszanowania tego, iż ja preferuje dla przykładu rocka z lat '80, którego typowi słuchacze np. rapu czy hip hopu nie tolerują - objawia się to rożnie, czasem wręcz chamsko. Pamiętam do dziś jedną sytuację, gdy człowiek który znajdował się nieopodal mnie wyciągnął mi nagle słuchawkę z ucha, w której akurat leciał jakiś bliżej już niepamiętany rockowy kawałek z lat 70-80', co skomentował "boże, czego Ty słuchasz, pomyliły Ci się epoki!?". Potem przez kilka dni, bylem uraczany mniej lub bardziej "przyjemnymi" docinkami na temat tego co preferuję - oczywiście, wszystko to było w formie teoretycznie "żartu", aczkolwiek doskonale znam przekonania tych osób do tego co wtedy słuchałem. Oczywiście - każdy ma prawo, i jest to przecież naturalne że może pewnych gatunków nie tolerować, czy wręcz nie znosić - ja nie ukrywam że delikatnie ujmując "nie jestem fanem" muzyki hiphopowej i rapowej - trudno, nie podoba mi się ten gatunek, do większości utworów mam obiekcje na temat ich przesłania, uważam że mają często wątpliwą wartość melodyczno-muzyczną. Ale przecież nikogo nie uraczam komentarzami, docinkami, czy głupkowatymi uśmieszkami na temat tego co preferują - tak samo jak nie bronie mieć własnego zdania n.t "moich" gatunków, tak za prostactwo uważam robienie takich "szopek" jak to co przedstawiam powyżej...

Co naprawdę jest nudne i proste?


Wiele razy dowiadywałem się, - czy to wprost, czy to przypadkiem, lub od "osób trzecich" że moje życie jest "smutne, proste, zmarnowane w piwnicy" że jestem typowym "NERDem", "człowiekiem który boi się ludzi" lub - jak już bardziej pikantne kawałki mogę przytoczyć "pizdusiem" czy też "cipa bez życia i wiecznym prawiczkiem". Owszem, w jakimś stopniu jest to racja, - aczkolwiek częściowo "czemu tak się dzieję" i dlaczego mnie też takie życie nie satysfakcjonuję i ciężko je zmienić napisałem (i jeszcze dokładniej opisze nieraz...) w poprzednich przemyśleniach.
Cały "cymes" w tym, iż jednak większość osób którzy tak myślą, tak naprawdę prowadzą i chwalą sobie równie prymitywne przetracanie dnia za dniem, tylko w nieco innej "oprawie" i to na własne dyktando i życzenie. W mojej byłej szkole, ulubiony "styl życia" faceta kręcił się w okół tak naprawdę kilku czynności - były nimi m.innymi:
  • siłownia
  • impreza w klubiku czy też dyskotece
  • jakieś chlanie na "domówce"
  • chwalenie się "jak grubo było"
I nagle - o kuriozum! powtarzanie w pętli takiego życia jest czymś wspaniałym, houbionym niczym osiąganie intelektualnych wyżyn, wychwalanym przez kobiety, byciem bardzo "socjalnym" i zintegrowanym ze społeczeństwem. Rozumiem - każdy robi co lubi, - tylko wyśmiewanie się ze mnie, iż "żyje w piwnicy" (i wszystko to co napisałem wyżej) i to tak naprawdę nie z wyboru, tylko z zepchnięcia na margines społeczno-towarzyski, jest dość marne, mając na względzie iż ludzie którzy się wyśmiewają i za plecami wytykają palcami, sami z WŁASNEJ NIEPRZYMUSZONEJ WOLI również nie robią niczego tak naprawdę rozwijającego, czy szczególnie "high-lifowego".

"Patologia? Pewnie poproszę cały karton!"


Z moich długich obserwacji wynika wręcz przytłaczające akceptowanie patologicznych zjawisk i zachowań - a co gorsza, coraz częstsze wręcz odbieranie takich zachowań jako coś pożądanego, imponującego czy "męskiego" (w wypadku kobiet oczywiście).
Na wstępie muszę zaznaczyć iż nie jestem "człowiekiem nałogów i używek". Jedyną używką którą nałogowo spożywam to zwykła kawa. Owszem - lubię się napić, czasem nawet "porządnie", ale zawsze jeśli jest ku temu okazja, grupa znajomych, miła atmosfera, - jedyny alkohol jaki preferuje "do smaku" w domowym zaciszu, spożywany samemu to dobre piwo, choć i tak bardzo "odświętnie".
Dziś niestety, wśród mych rówieśników panuje coś co wręcz określiłbym mianem "kultu zepsucia". Palisz zioło - jesteś na pewno wyluzowanym, fajnym, zdystansowanym, facetem/laską i wiesz jak cieszyć się życiem! Nie palisz i nie jesteś elektoratem Janusza Palikota, i nie partycypujesz hasła "sadzić palić, zalegalizować!"? Na pewno jesteś niewartym bliższej znajomości NERDem, sztywniakiem, maminsynkiem który boi się doznać tego dobra doczesnego w bibułce, i nie znasz się na życiu!.
Pijesz? Zachlewasz się na każdej co weekendowej imprezie w klubie do nieprzytomności? Kochasz alkohol w każdej postaci? Znowu - zapewne jesteś wyluzowanym, korzystającym z pełni blasków życia młodym człowiekiem, który wie co to dobra zabawa i pierwszorzędny melanż!
Nie pijesz? Albo pijesz tylko tyle, ile twój organizm jest w stanie godnie przyjąć, tudzież nie traktujesz wyniku na alkomacie jako wyznacznika udanej zabawy? No to tak jak wyżej - na pewno wychowałeś się pod kamieniem, a całe życie przeżyłeś zamknięty w piwnicy!
Zapewne pomyślicie - "przesadza, nikt wprost mu tak nie powiedział, żyjesz uprzedzeniami, czy też jednostkowymi przypadkami" - no właśnie: nie do końca. Bezpośrednio wprost może nie. Ale istnieje coś takiego jak przekaz niewerbalny. Jeśli dziewczyna zaczęła wywracać oczami, i łypać na mnie wzrokiem jakbym co najmniej zaczął właśnie do niej mówić po łacinie, w momencie gdy odmówiłem zapalenia skręta, a potem nasza rozmowa jakoś przypadkowo przestałą się kleić - to dość jasno widzę, co dała mi do zrozumienia. Dziwne dowcipki facetów, jak poznali mój stosunek do drugów i do chlania na umór co weekend, (połączone z ich chwalebnymi rozmowami n.t tych zachowań co wyżej...) również nie dają mi złudzeń.
Raz byłem świadkiem nawet, jak można zaimponować kobiecie (a w zasadzie... skoro można, to chyba nie kobiecie, a mentalnie "dziewczynce"...) torebką "fety" i częstowaniem ją, niczym ciastkami przy herbatce... To jest zatrważające. Co gorsza - dziewczynę tą, miałem za w miarę ogarniętą do czasu tej sytuacji.

Dobra - na dziś koniec "lania jadem". Jutro kolejna porcja przemyśleń, - coś trzeba na to jutro sobie odłożyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz