sobota, 15 grudnia 2012
O mnie, czyli kim jestem...
Aby lepiej wiedzieć w jakim środowisku się obracam, co dzieje się wokół mnie i dlaczego odczuwam wszystko to co napisałem powyżej, postaram się opisać trochę siebie, jak żyje, i co "odgrywa się" w moim otoczeniu.
Mam prawie 22 lata, mieszkam w zaśmierdłym GOPowskim mieście, a jedynym moim "mieszkaniowym zbawieniem" jest to, że na szczęście nie mieszkam w jedym z tych "oaz zepsucia i prostactwa", czyli wielkim 10-piętrowcu, tylko małym 4 piętrowym bloczku, troszkę na "uboczu" i w bardziej spokojnej dzielnicy. Wychowałem się tutaj (choć urodziłem gdzie indziej..), dorastałem tutaj więc sytuacja tutaj nie jest dla mnie czymś nowym, z racji tego że przeprowadziłem się z dala, czy coś w ten deseń - nie nie. Owszem - dane było mi widzieć kilka "kulturowych bogactw" naszego kraju i inne rejony Polski, ale nigdy nie mieszkałem na dłużej indziej, niż tu.
Moje życie toczy się bardzo spokojnie i szablonowo - nie dzieje się w nim nic szczególnie ciekawego, choć - po dłuższym zastanowieniu trudno się temu dziwić. Nie chodzę do szkoły jako-takiej, raz na jakiś czas uczęszczam do zaocznego liceum - które niebawem skończę (co też mnie swoją drogą nie do końca pociesza..). Grono moich znajomych to generalnie mówiąc teoretycznie kilkadziesiąt osób - generalnie mówiąc... Bo, po dłuższej analizie, tak na prawdę, jest bardzo niestety wąskie. Jeszcze kilka lat temu, było nieco szersze - kilka osób które mieszkały w moim okręgu przeniosło się na studia, z kilkoma kontakt się zerwał z racji - też chyba poniekąd podjęcia studiów, zaangażowania się w związek itd. Aktualnie pozostała mi garstka, około 4 osób z którymi względnie mogę się spotkać, i kilka osób z którymi utrzymuje kontakt poprzez komunikatory, czy Facebooka itd. Co gorsza, kilka z tych osób to delikatnie ujmując "dziwacy", którzy wiem że na dłuższą metę szkodzą mi swym skrzywionym patrzeniem na świat, butą, zarozumialstwem i kilkoma innymi pejoratywnymi cechami.
Czuję się niestety bardzo samotny, nikomu do niczego nie potrzebny - a jeśli już, to do prymitywnych rzeczy. Jest wszak duża garstka osób, która gdy tylko coś dla przykładu im się zepsuję - komputer, samochód, jakiś sprzęt w domu, to pierwszym co robią, jest po długim okresie czasu przypomnienie sobie o moim istnieniu i zadzwonienie do mnie z prośbą o pomoc - wszak trochę się w w.w rzeczach orientuje i ludzie zauważyli że często mogę pomóc, tym bardziej że mimo wszystko że wiem iż często jestem po prostu wykorzystywany nigdy nie biorę od nich żadnych pieniędzy za to. Nie mam raczej żadnych osób, które były by gotowe tak jak grupkę swoich "tych lepszych" przyjaciół zaprosić wyjść gdzieś, czy też na jakąś imprezę - nie. Czasem wyjdzie się na piwo, ale to naprawde bardzo odosobniona sytuacja - robiona chyba tylko na "pokaz" że się jeszcze o kimś pamięta. Sam nie lubię się nikomu narzucać - poza tym, powiedzmy sobie szczerze, - rzeczy takie, jak "niedopasowanie życiowych poglądów" czy też rozbieżności w zainteresowaniach nie są czynnikami które będą sprzyjać miłemu spędzaniu czasu na dłuższą metę. Jedyne rzeczy, które nie pozwalają mi całkowicie zapomnieć że żyje nie sam we własnej piwnicy, to to że jednak bardzo wiele kontaktów utrzymuje przez GG i temu podobne "internetowe źródła" - i to zarówno z kilkoma osobami stąd i wieloma osoba "już" czy też "od zawsze" z dalsza, aczkolwiek wiadomo że to tylko namiastka prawdziwych relacji z ludźmi.
Moje relację z kobietami, niestety są jeszcze gorsze niż te ze znajomymi i przyjaciółmi. To jest bardzo skomplikowany proces, i sam do końca nie wiem, dlaczego wiele osób jest otaczanych na wskroś przez kobiety i adorowanych czy chcą czy nie, a inny zawsze są byli i będą traktowani na uboczu, wiecznie "zbywani", niedoceniani, choćby ich starania były niewiadomo jakie zawsze legną na niczym. W miejscu mojego zamieszkania niestety nie mam żadnych dziewczyn z którymi utrzymuję jakikolwiek kontakt, - tak owszem, mam jedną znajomą którą czasem "przy okazji" zdarzy mi się spotkać, trochę pogadać w gronie znajomych, ale to jednak bardzo odosobniona sytuacja i bardzo "odświętna". Jak już wyżej nadmieniłem, mam wiele osób z którymi kontaktuje się "online" i w tym wypadku nie jest inaczej - mam 2 znajome, jedna z "bardzo daleka", druga z "dalsza". Oczywiście obydwie również znam dość dobrze z "rl", ale aktualnie znajomości opierają się na wymianie zdań raz na jakiś czas przez komunikator, czy Facebooka itd. Obydwie to generalnie dobre dziewczyny, i obydwie traktują mnie co najwyżej jako "kogoś komu można się wygadać jak niema nikogo innego pod ręką" czy kogoś kto może w czymś doradzić, pomóc - nic więcej, czuć taki typowy kobiecy "dystans" - który mi jest tak dobrze znany. W sytuacjach "codziennych" niestety nie jest też dobrze - powiedzmy sobie wprost i szczerze: kobiety nie lubią osób które są nieśmiałe, spokojne, wyglądające "poniżej przeciętnej" (przykro mi - natury nie zmienię i tego że jestem średnio-urodziwym, dość chudym a zarazem wysokim facetem - z doświadczenia już wiem, że mimo iż może oficjalnie się nie zgodzą - kobiety wolą "co innego" ), nie lubią imprezowego trybu życia i jeszcze kilku czynników których już nie będę wyliczał. Reasumując - również nie mam co liczyć na zdobycie czyjejś sympatii, bo mówiąc tytułowo - "nie jestem kompatybilny" z dzisiejszymi dziewczynami...
We wszystkim co wyżej napisałem, chyba najgorsze jest bierne przyglądanie sie na wszystkich w koło, jak emanują swym "szczęściem" i życiowym spełnieniem (wiem - często jest to tylko pokazowe i popisowe, ale cóż - jest w tym pewne ziarno prawdy ZAWSZE ), jak wstawiają fotki z imprez na portale społecznościowe, jak ciągle widzę zdjęcia dwóch szczęśliwych osób, itd. Mam wtedy poczucie, że coś po prostu mnie omija, lub - nawet lepiej określając, już mnie ominęło, wszak mam prawie 22 lata, a tak po prawdzie w życiu nie osiągałem nic. Część moich znajomych planuje ślub, zakładanie rodziny, a ja czuję się ciągle odrzucony i nikomu nie potrzebny, wiecznie z boku i zawsze traktowany jak "człowiek/facet kategorii B". Oczywiście - próbowałem wielokroć to zmienić. Jedna próba zmiany mego życia skończyła się wyniszczającą znajomością z dwiema zdobniczkami, o której chciałbym jak najszybciej zapomnieć, bo do dziś myślenie o tej sytuacji i jak uwłaczająca dla mnie była, nie daje mi spokoju po nocach... "Pozostałościami" po innych próbach są moje dwie koleżanki - jak już mówiłem porządne kobiety, ale traktujące mnie z dystansem, i generalnie - nic po za tym. Jaką "ironią losu" jest oglądanie z pozycji obserwatora - tak dla mnie kuriozalnych sytuacji, jak dla przykładu jak dwie dziewczyny zabiegają o jednego faceta, który obydwie mówiąc kolokwialnie "olewa" i traktuje bez szacunku, gdzieś jeszcze "po drodze" bawiąc się trzecią... Jest to kuriozalne, bo - dla takiego człowieka jak ja, nie do pomyślenia że można odrzucać jakąś formę "bliskości" czy uczuć, gdy samemu przez całe życie się ich niema - i ma perspektywę że zapewne mieć nie będzie... Cóż, heh - to chyba analogicznie jak z dziećmi w Afryce. Nikt wszak wkładając kawałek posiłku do ust nie myśli że właśnie wykonuje czynność za którą miliony osób byłoby by go w stanie zabić, lub spalić się z bezsilnej zazdrości - miliony, tylko kilka tysięcy kilometrów dalej, tam - gdzie świat rządzi się chyba troszkę innymi prawami... To tak samo jak mój - moje życie też chyba rządzi się innymi... Tyle że nie "tam" a niestety "tutaj"....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz