Szanowanie się, czyli cienka granica i względność odbioru...
Świat idzie na przód - wraz z nim, nieuchronnie zmieniają się pewne trendy, zachowania, odbieranie pewnych czynności przez społeczeństwo. Jednym słowem - obyczaje się zmieniają, rozluźniają. Osobiście jednak jestem zdania, że pewne - nazwijmy to "niskopoziomowe" i mocno zakorzenione w ludzkim człowieczeństwie wzorce zachowań, powinny pozostać niezmienne. Niestety - tak nie do końca dziś często bywa.
Mam tutaj na myśli kwestię poszanowania własnej osoby przez kobiety - szacunek do własnego ciała, siebie, związku - też poniekąd drugiego człowieka, uczuć itd. Chyba każdy z nas został wychowany w przekonaniach iż "każdy powinien się szanować, znać swoją wartość, nie zmieniać partnerów jak rękawiczki, ponieważ świadczy to o człowieku etc. etc. etc.". Niestety zauważam, iż coraz więcej kobiet zaczyna - o zgrozo "odwracać to" w drugim kierunku. Jeszcze kilkanaście lat temu, gdy kobieta nabierała opinii "puszczalskiej", czy też "łatwej", "rozrywkowej", traciła szacunek innych kobiet, większości facetów (oczywiście poza tymi, którzy świadomie w takich paniach gustowali) i całego społeczeństwa. Dziś? Dziś jeśli dziewczyna jest znana z tego, iż przespało się z nią pół szkoły, albo lubi na imprezach "iść na małe co nieco" z przypadkowo poznanym panem do toalety, jest uważana za "panią życia" - za kogoś kto "wie jak korzystać z życia", "jest młoda to się bawi", itd. Z pozycji "bocznego obserwatora" takich panienek nasłuchałem się wielu usprawiedliwień takiego trybu życia. Usłyszałem nawet, iż "Ona się bardzo szanuje, sama wybiera facetów, sama często ich zmienia, dziewczyno szanuj życie - korzystaj z niego!". Oczywiście tak jak zawsze mówię - to jest sprawa tych dziewczyn co robią - teoretycznie nikomu nie szkodzą poza sobą na dłuższą mete... Teoretycznie, bo jednak takie młode kobiety świecą złym przykładem dla młodszych pokoleń - z którymi się siłą rzeczy spotykają - młodsze koleżanki, kuzynki, siostry, rodzeństwo, rodzina - działa bardzo prosty mechanizm, który polega na obserwacji starszej osoby, i chęć powielania tego we własnym życiu - no bo przecież "to takie piękne, dorosłe, wolne". A niestety naprawde - im młodsze pokolenie, tym więcej takich dziewczyn obserwuje...
"Ą, Ę", czyli bułkę, przez bibułkę...
Kwestia kolejna - często zazębiająca się z zdobniczkami o których napisałem powyżej (z reszta... chyba wszystkie podpunktu które wymienię w pewnym sensie będą korelować do jednych i tych samych typów osobowość, choć oczywiście można też znaleźć osoby które będą "praktykować" tylko jeden rozdział z "wyliczanki".) - nieprzyjemna wyniosłość, oziębłość, poczucie "sukowatości", niemiłego wyemancypowania, czy zarozumiałość. Coś co ja nazywam "zespołem cech księżniczki". O ile kobiet z punktu wyżej nie doświadczyłem "na własnej skórze" bo ani ja, ani tym bardziej panie o których piszę nawet nie spojrzą się na takiego kogoś jak ja, o tyle z dziewczynami zachowującymi się w ten sposób o którym teraz piszę miałem do czynienia sporo. Niestety wiele młodych kobiet, w trakcie swojego dorastania zaczyna nabierać poczucia wyższości nad innymi - objawia sie to w różnej formie, i chyba ma różne podłoża psychologiczne (nie jestem psychologiem, nie chce tu snuć błędnych teorii - ot, to takie moje domysły), czy też czasem wręcz wychowanie w takim duchu (tak, sam byłem świadkiem mamusi która tłumaczyła córeczce, iż "jesteś najpiękniejsza, najlepsza, lepsza od innych dzieci" - ręce opadają...). Zauważam że takie osoby działają w taki sposób, iż są bardzo skrajne, czyli dla osób których nie tolerują z jakichś przyczyn, czy wydają im się gorsze, dają poznać cały swój wachlarz wyniosłości i wszystkiego tego co wymieniłem - a z drugiej strony, dla grup osobowych, z którymi się utożsamiają, potrafią wręcz uwłaczająco dla swej godności "płaszczyć się" i poniżać, łasić jak zwierze byle by tylko coś zyskać. Mogę dać przykład takiej osoby, którą miałem okazje poznać: Powiedzmy, że ta pani będzie "P."
P. jest naprawdę kobietą ponadprzeciętnej urody - bardzo zadbana dziewczyna, mająca pasję (dość popularną wśród dziewczyn dziś - nie ważne, nie w tym rzecz...), za którą prawie każdy chłopak się oglądał, dobrze ubrana itp. Gustuje raczej w facetach uczęszczających na siłownie, ubranych "na sportowo" i tego typu klimatach. Sama dobrze się uczy, mimo całej jej wyniosłości jest dość inteligentna.
Przykładowa sytuacja była taka - na pewnej lekcji, zostałem zmuszony do pożyczenia książki, ponieważ sam jej nie miałem a ona była jedyną osobą mającą drugi niepotrzebny egzemplarz. Ja - jak to ja, cicho lecz grzecznie podszedłem, przeprosiłem, spytałem czy "aby na pewno jej niepotrzebny", "czy mogłaby być tak uprzejma" - wszystko to dość nieśmiało i raczej "cicho" - jestem skrępowany przy pewnych siebie kobietach o takiej urodzie jak jej - nie poradzę, lecz mimo wszystko nie dałem jej żadnego bodźca, który mogła by odebrać negatywnie. A Pani P.? Cóż, Pani P. zmierzyła mnie wzrokiem niczym "nieproszonego gościa który wtargnął jej na rodzinną wigilię", odwróciła głowę i bez słowa odgarnęła łokciem książkę w moim kierunku kontynuując rozmowę ze swoimi koleżankami i jednym facetem. Gdy oddawałem jej tą nieszczęsna książkę - oczywiście dziękując cicho, została mi ona z grymasem wyszarpnięta z ręki bez żadnego zbędnego komunikatu, skwitowana "stosowną" minką na jej jakże ślicznej, acz zarozumiałej buzi... Do "innych" osób jest wręcz przeciwieństwem. Miła, ciągle uśmiechnięta, usługująca na każde zawołanie... Była osobą, która chyba nieświadomie, ale często pokazywała mi, jak nisko w hierarchii dzisiejszej młodzieży jestem...
"Bad boys, bad boys whatcha gonna do when they come for you!?"
To jest poniekąd rozwinięcie wątku który napisałem w poprzednim przemyśleniu, nt. "patologii w ogóle młodzieży". Bardzo wiele młodych kobiet w jakiś sposób pociągają zachowania odbiegające od norm społecznych, czy też wykraczające poza granice rozsądku, odpowiedzialności, a co za tym oczywiście idzie - osobnicy którzy preferują i uskuteczniają taki styl życia. Pociągającym jest facet, który ma np. konflikt z prawem (jest przecież taki męski, buntowniczy...), jest znany z tego że chla, czy ćpa (umie się zabawić, prawda?), albo - co ciekawe, dziewczyny zabijają się o facetów którzy... są "słynni" w otoczeniu ze zmieniania dziewczyn jak rękawiczki, skoków w bok, czy też nawet traktowania kobiet w uwłaczający im sposób... Cóż... Naprawdę nie rozumiem takiego działania, mając na uwadze to, że potem te same dziewczyny wiecznie "płaczą" i użalają się po "chwili" takiej znajomości/związku, a to że "zdradza", a to "że zachowuje się poniżej krytyki", albo popadają w kompletną ruinę po takich znajomościach, stając się oziębłe, i wrogo nastawione do wszystkich facetów, niedostępne, "sukowate"... Przecież to jest samemu "wsadzanie sobie patyka w oko"...
Cóż, widać nie wszystko jest mi dane zrozumieć, a te wszystkie wyżej wymienione sytuację są jednymi z tych właśnie "nie danych" mi tajemnic....
Oczywiście wszystko co wymieniłem, jest tylko "ułamkiem" tego co mnie "boli" w zachowaniu kobiet w dzisiejszym świecie - i zapewne będę ten wątek sukcesywnie poruszał i rozwijał "po kawałeczku".
O mój słodki Jezu jak ja Cię dobrze rozumiem normalnie jakbym znalazł swoją bratnią duszę :)
OdpowiedzUsuńJa jako kobieta również Was rozumiem, sama znam takie osoby. Ale jednak nie można generalizować, nie wszystkie takie jesteśmy. Życzę, abyście sami się o tym przekonali, na własnej skórze ;)
OdpowiedzUsuń